Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wschody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wschody. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 czerwca 2010

Pejzaż przed wschodem

Niedawno było o wschodach, dziś nieco wcześniejsza pora.
Całkiem na świeżo mam widoki, jakie widuje się rzadko, gdyż bardzo poranne godziny to jeszcze ciepło kołderki :) a nie przejażdżka przez miasto.
A widoki to przede ludzie: wracające pieszo grupki imprezowiczów, śpiący na ławce w pozycji siedzącej, ubrany całkiem przyzwoicie, na plantach pan po pięćdziesiątce; idąca po chyba mocnej imprezie dziewczyna w sukience i tylko jednym (sporo za dużym) klapku; siedzący przy drodze na ławce i tym razem w pozycji "na myśliciela" a jednak śpiący młody chłopak w towarzystwie spokojnie stojącej obok niego butelki piwa; i wreszcie śpiący kloszard na ławeczce przystanku autobusowego.
Nad tym wszystkim przebijające się przez ostatni nocy pierwsze promienie słońca.
Żałuję, że nie miałem aparatu przy sobie. :)


niedziela, 30 maja 2010

Każdy wschód słońca...

Ponad dwa lata mam możliwość co rano - przy odpowiednim zachmurzeniu lub jego braku - oglądać wschody słońca.
Wiem, to prozaiczna rzecz, ale dla mnie bardzo piękna. Sam nie wiem, jak do końca oddać to słowami, ale coś w tym jest...

 

Jest w tym i mistyka i plastyka i piękno niewypowiedziane, jakieś tajemnicze, mające się stać właśnie za chwilę i ciągle nadchodzące, zmieniające się z sekundy na sekundę.
Przypomniały mi te wschody jedną rzecz - w średniowieczu kościoły sytuowano prezbiterium skierowanym na wschód (nota bene to do dzisiaj dobry kompas w mieście). Podobno miało to oddawać wczesnochrześcijańską metaforę Chrystusa - Wschodzącego Słońca, co miało być zapowiedzią Jego ostatecznego przyjścia.
W każdym razie samo piękno wschodów (zachodów również) jest co rano niepowtarzalne i ciągle zadziwiające. :)
I tak zabraknie słów, żeby to w pełni oddać.