Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2012

Muzyka średniowiecza vs. życie XXI w.

Mój udział w wydarzeniu sprzed dwóch tygodni zainspirowany został przez Miłośniczkę Beskidów . :)



Koncert muzyki średniowiecznej, od samych początków epoki aż do XIV w. miał miejsce w drewnianym kościółku w Lipnicy Murowanej - godzinę drogi samochodem od Krakowa. "Muzyka zaklęta w drewnie" to cykl koncertów, w których muzycy wykonywali utwory właśnie w drewnianych świątyniach, do których w większości była ona przeznaczona.



Koncert jak każdy, ma swoją specyfikę. Francuski zespół w miarę dobrze zaprezentował przygotowany materiał. Największe moje uznanie zyskał najniższy ze śpiewaków, kontratenor, który niesamowicie wykonywał swoje partie, szczególnie solowe. Jeden z końcowych utworów w jego interpretacji był dla mnie zupełną nowością. Nie słyszałem nigdy takiego wibrata w tak krótkich odstępach czasu. Gdybym wiedział, czego się spodziewać, pokusiłbym się na użycie dyktafonu telefonowego, żeby to choć tak utrwalić. Może kiedyś się uda.



W całości jednak, już w czasie trwania występu, jak i później, dochodziła do mnie świadomość tego, jak działa ta muzyka, co ze sobą niesie. Wsłuchując się w melodię, ale też i słowa (z łaciny niewiele już pamiętam), złapałem się na tym, że ten rodzaj dźwięków, choć - a może właśnie dlatego - że jest muzyką liturgiczną chrześcijańskiego średniowiecza, przekazuje niesamowity wewnętrzny spokój, poukładanie i zachwyt nad tym, co ponadziemskie. Konfrontacja ze światem współcześnie mnie otaczającym wypadła na potężny plus dla średniowiecza. A potoczna świadomość przeczy temu tak nonszalancko...





Zaskakujące to trochę - przynajmniej na początku, lecz później w trakcie śledzenia tego wątku myślowego popatrzyłem sobie na tamtą epokę, realia życia i wydaje mi się, że w zasadzie to ludzie (ogólnie rzecz biorąc) mniej byli chaotyczni, nie gonili za tyloma rzeczami co dziś, nie mieli parcia  na szkło, bo go nie było :) I generalnie, upraszczając, mimo trudniejszych warunków życia, mieli wewnątrz więcej komfortu, choć raczej na zewnątrz brakowało go - jak przypuszczam - dość mocno. Tak przynajmniej można uważać z perspektywy człowieka XXI wieku.
Dziwne może się wydawać, choć jakby nieco oczywiste...

PS.
Ciekawostką była obecność osób - jak przypuszczam - z jakiegoś bractwa czy czegoś podobnego, kultywującego tradycje średniowieczne. Zobaczyć ludzi w takich ubraniach to gratka prawie na równi z koncertem :)




niedziela, 27 marca 2011

Nieznośna szybkość bytu

Czasem mam wrażenie, że życie polega na przekonywaniu się, że można 
i czasem trzeba jeszcze więcej i szybciej... 
choć wydawało się, że już nie można...

sobota, 9 października 2010

Przerwy


[...]

Czasem są potrzebne, a czasem po prostu są.

[...]

poniedziałek, 26 lipca 2010

Paradoksy moje (tylko?) codzienne

Żadnej Ameryki tutaj nie odkrywam. Ktoś kiedyś określił blogi jako elektroniczne pamiętniki, więc żeby pamiętać...
Pewnie towarzyszy temu jakaś forma ekshibicjonizmu, ale nie wszystko do takiego pamiętnika się nadaje, więc... spokojnie. :)

Ludzie i codzienność to tak bogata rzeczywistość, że chyba przez tę powtarzalność łatwa do zagubienia. Zresztą wielość to bogactwo, a to nietrudno stracić, jakiekolwiek by nie było.
Im coś mniej kosztuje, tym się częściej i łatwiej dysponuje.
Im większe słowa, tym trudniej je wypowiedzieć.
To, co trudniejsze do wypowiedzenia, potem wysłowione staje się wspanialsze do przeżycia.
To, co niewypowiedziane najczęściej umiera po czasie.
Im bardziej kochamy drugą osobę, tym bardziej się otwieramy na nią.
Im bardziej jesteśmy otwarci na najbliższych, tym bardziej możemy być przez nich zranieni.
Jeśli się zamykamy, przestajemy kochać.

Jak każde ogólniki te również są... ogólne, zbyt pojemne, nie uwzględniające indywidualności, może nawet krzywdzące itd., itp.
Ciekawe, że w formułowaniu takich wniosków często uczestniczy wiele osób i to czasem przez dłuższy czas.
Ale jednak o czymś przypominają.

Właśnie ostatnio, dość znacząco, natknąłem się na jedną piosenkę (jakość nie jest cudowna, ale wersja z fortepianem to jest to).


 

wtorek, 6 kwietnia 2010

Wielka Noc

Do tej pory próbowałem rozumieć i dociekać, co znaczą dla mnie te niezwykłe i nieco tajemnicze Święta.
Dotarło do mnie jednak, że jest to tak wielka tajemnica, iż ludzkie serce i umysł - a przynajmniej mój - nie są w stanie jej ogarnąć, pojąć czy w jakikolwiek sposób wytłumaczyć. Po prostu To mnie przerasta. Małość ludzka wobec niektórych zjawisk - że tak je nazwę - jest dla mnie poniekąd zaskakująca, choć nie tak nowa.
Być może do niektórych rzeczy, spraw można się tylko przybliżać.




P.S.
Mnichem nie jestem i raczej nie będę, ale kiedyś Merton pisał, że najbardziej nieszczęśliwy jest mnich, który pragnie zrozumieć swoje powołanie.

sobota, 13 marca 2010

Najważniejsze i nie najłatwiejsze

Wcześniejszy tydzień to wiele imprez osób mi bliskich i najbliższych.
I mimo nawału rzeczy, jaki ostatnio przeżywałem, cały czas powraca do mnie świadomość, że bez rodziny, przyjaciół, znajomych życie byłoby praktycznie nie do przeżycia...

Gdy byłem kiedyś na kolonii, jedna z wychowawczyń na koniec napisała mi (chyba w książce, którą wtedy dostałem) sentencję A. Camusa: Świat bez miłości jest martwym światem.
Początkowo się ucieszyłem, że dostałem tak mądrą myśl. Po kilku latach gdzieś mi się to przypomniało i powraca teraz od czasu do czasu. Co lepsze, to spotykam się z tym, że wiele osób mi to na różne możliwe sposoby przypomina, najczęściej w sytuacjach nieoczekiwanych.

Życie przynosi coraz większe zrozumienie, a zrozumienie pozwala coraz lepiej żyć - pod warunkiem, że nie ucieka się od prawdziwego życia.

sobota, 27 lutego 2010

Życie...

Ostatnio okazuje się dość często, że gdy się coś zaczynam robić sensownego w życiu, to przyspiesza ono dość konkretnie i wymaga wiele sił, nawet wtedy, gdy się mi już wydaje, że już ich nie mam. Okazuje się jednak, że są i gdy je z siebie wykrzeszę i dopnę swego, nadchodzi wielka ulga i satysfakcja. :)
I jeszcze nieodparte wrażenie, że gdy się w życiu nie robi tego, co się powinno w danym momencie, to jest jakaś pustka, jakiś brak; i nadmiar czasu.
A może to kwestia dawania samego siebie innym poprzez różne rzeczy, wydarzenia, sprawy, własny czas? Nie wiem.




Tak przy okazji, nie twierdzę, że wszystko toczy się idealnie, ale ktoś ze znajomych przypomniał mi przecież, że: "błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi".

sobota, 19 grudnia 2009

Przedświątecznie

Chyba to czas, kiedy najbardziej daje się odczuć uciekający czas.
A on sobie biegnie zawsze tak samo. Tylko nawał rzeczy potęguje to doświadczenie.
Ciekawe, że sami - często nieświadomie - decydujemy o tym, jak wiele rzeczy chcemy...


poniedziałek, 21 września 2009

Między nauką a praktyką

Filozofia to piękna nauka, ale praktyka to jeszcze piękniejsza rzeczywistość :)




środa, 19 sierpnia 2009

Zmiany, zmiany...

ale najłatwiej o nich pisać, a najtrudniej zmieniać - samego siebie oczywiście.
Ot taki kolejny życiowy truizm...

wtorek, 11 sierpnia 2009

2

Pełne i właściwe funkcjonowanie niemal zawsze zawdzięcza się drugiej Osobie.