... a tymczasem:
1. nie mam czasu na wiele spraw (w tym bloga - czego żałuję),
2. nadal zadziwia mnie ludzka głupota (są tacy, którzy nie chcą niczego się nauczyć - również życiowo - i jeszcze się denerwują, gdy czegoś się od nich wymaga; czytaj: pokutujący roszczeniowy stosunek to otaczającego świata),
3. coraz częściej niektórzy ludzie myślą, że postęp cywilizacyjny polega tylko na umiejętności obsługi coraz nowszych urządzeń i znajomości technologii, przy zupełnym skretynieniu osobowościowym, nie mówiąc o wyższych wartościach humanistycznych.
"Dziwny jest ten świat"...
Nie byłem szczególnie przekonany do pisania bloga, ale... Niekiedy minimalny nadmiar czasu skłoni do robienia rzeczy wcześniej niepomyślanych. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może jakieś wysypisko myśli przynajmniej. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 stycznia 2011
sobota, 13 marca 2010
Najważniejsze i nie najłatwiejsze
Wcześniejszy tydzień to wiele imprez osób mi bliskich i najbliższych.
I mimo nawału rzeczy, jaki ostatnio przeżywałem, cały czas powraca do mnie świadomość, że bez rodziny, przyjaciół, znajomych życie byłoby praktycznie nie do przeżycia...
Gdy byłem kiedyś na kolonii, jedna z wychowawczyń na koniec napisała mi (chyba w książce, którą wtedy dostałem) sentencję A. Camusa: Świat bez miłości jest martwym światem.
Początkowo się ucieszyłem, że dostałem tak mądrą myśl. Po kilku latach gdzieś mi się to przypomniało i powraca teraz od czasu do czasu. Co lepsze, to spotykam się z tym, że wiele osób mi to na różne możliwe sposoby przypomina, najczęściej w sytuacjach nieoczekiwanych.
Życie przynosi coraz większe zrozumienie, a zrozumienie pozwala coraz lepiej żyć - pod warunkiem, że nie ucieka się od prawdziwego życia.
I mimo nawału rzeczy, jaki ostatnio przeżywałem, cały czas powraca do mnie świadomość, że bez rodziny, przyjaciół, znajomych życie byłoby praktycznie nie do przeżycia...
Gdy byłem kiedyś na kolonii, jedna z wychowawczyń na koniec napisała mi (chyba w książce, którą wtedy dostałem) sentencję A. Camusa: Świat bez miłości jest martwym światem.
Początkowo się ucieszyłem, że dostałem tak mądrą myśl. Po kilku latach gdzieś mi się to przypomniało i powraca teraz od czasu do czasu. Co lepsze, to spotykam się z tym, że wiele osób mi to na różne możliwe sposoby przypomina, najczęściej w sytuacjach nieoczekiwanych.
Życie przynosi coraz większe zrozumienie, a zrozumienie pozwala coraz lepiej żyć - pod warunkiem, że nie ucieka się od prawdziwego życia.
sobota, 27 lutego 2010
Życie...
Ostatnio okazuje się dość często, że gdy się coś zaczynam robić sensownego w życiu, to przyspiesza ono dość konkretnie i wymaga wiele sił, nawet wtedy, gdy się mi już wydaje, że już ich nie mam. Okazuje się jednak, że są i gdy je z siebie wykrzeszę i dopnę swego, nadchodzi wielka ulga i satysfakcja. :)
I jeszcze nieodparte wrażenie, że gdy się w życiu nie robi tego, co się powinno w danym momencie, to jest jakaś pustka, jakiś brak; i nadmiar czasu.
A może to kwestia dawania samego siebie innym poprzez różne rzeczy, wydarzenia, sprawy, własny czas? Nie wiem.
Tak przy okazji, nie twierdzę, że wszystko toczy się idealnie, ale ktoś ze znajomych przypomniał mi przecież, że: "błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi".
I jeszcze nieodparte wrażenie, że gdy się w życiu nie robi tego, co się powinno w danym momencie, to jest jakaś pustka, jakiś brak; i nadmiar czasu.
A może to kwestia dawania samego siebie innym poprzez różne rzeczy, wydarzenia, sprawy, własny czas? Nie wiem.
Tak przy okazji, nie twierdzę, że wszystko toczy się idealnie, ale ktoś ze znajomych przypomniał mi przecież, że: "błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi".
niedziela, 31 stycznia 2010
Goście, goście
Dziś to słowo zaczyna kojarzyć się z wysilaniem się, uprzejmością na pokaz, niepotrzebnym zabieganiem i tym podobnymi głupotami.
Nie wiem, skąd biorą się takie myśli - słyszę je czasem w niektórych rozmowach - czy to tylko wygodnictwo, czy lenistwo, tzw. nowoczesność negująca staropolską gościnność, czy jakaś bardziej wyrafinowana forma egoizmu?
Wiadomo, że gość narusza porządek domu - choćby samą swoją osobą, bo nie jest domownikiem, więc nawet nie chodzi tak "po domowemu", ale przecież chyba to jest istotą podejmowania innych: dawać to, co się ma i pozwalać to przyjmować tak, jak tego chce osoba odwiedzająca.
W sumie ta definicja jest jeszcze za obszerna, bo ujmuje inne możliwości, ale na razie nie mam w swoim quasi-filozoficznym wywodzie sił fizycznych i umysłowych na doprecyzowanie tego. Pomyślę jeszcze nad tym.
Lubię gości. Nie mam na myśli tu konkretnych osób - choć i takie mam czasem na myśli :) - ale po prostu ludzi, którzy mnie odwiedzają. Oni też swój czas w pewien sposób "marnują".
I zawsze mnie cieszy, jeśli ktoś się zjawi, choćby na 10 minut.
Dla mnie jest to oprócz najważniejszego, czyli spotkania się, jeszcze przygotowanie, które mnie mobilizuje do jakichś nowych aktywności - często kulinarnych :)
Konkluzja jest prosta: spotkania rozwijają - na wielu płaszczyznach :D
Nie wiem, skąd biorą się takie myśli - słyszę je czasem w niektórych rozmowach - czy to tylko wygodnictwo, czy lenistwo, tzw. nowoczesność negująca staropolską gościnność, czy jakaś bardziej wyrafinowana forma egoizmu?
Wiadomo, że gość narusza porządek domu - choćby samą swoją osobą, bo nie jest domownikiem, więc nawet nie chodzi tak "po domowemu", ale przecież chyba to jest istotą podejmowania innych: dawać to, co się ma i pozwalać to przyjmować tak, jak tego chce osoba odwiedzająca.
W sumie ta definicja jest jeszcze za obszerna, bo ujmuje inne możliwości, ale na razie nie mam w swoim quasi-filozoficznym wywodzie sił fizycznych i umysłowych na doprecyzowanie tego. Pomyślę jeszcze nad tym.
Lubię gości. Nie mam na myśli tu konkretnych osób - choć i takie mam czasem na myśli :) - ale po prostu ludzi, którzy mnie odwiedzają. Oni też swój czas w pewien sposób "marnują".
I zawsze mnie cieszy, jeśli ktoś się zjawi, choćby na 10 minut.
Dla mnie jest to oprócz najważniejszego, czyli spotkania się, jeszcze przygotowanie, które mnie mobilizuje do jakichś nowych aktywności - często kulinarnych :)
Konkluzja jest prosta: spotkania rozwijają - na wielu płaszczyznach :D
wtorek, 13 października 2009
Warszawa - Kraków
Dziś odwiedziła Kraków osoba, z którą od dawna się przyjaźnię. Po wielu różnych wątkach wszedł temat sztuki i bieżącego życia kulturalnego. Konkluzją było stwierdzenie, że w Warszawie są pieniądze i za nimi przyjeżdżają artyści, natomiast w Krakowie jest klimat i historia... W Stolicy można zarobić i pieniądzem wiele rzeczy kupić, a w Krakowie zachwycać się urokiem zabytków i dawne wspominać czasy.
Cóż, w Warszawie ludzie nawet na katar biorą tabletki, co w krakowskim pojęciu jest nie do pojęcia, bo wyznaje się zasadę, że jak się ma katar, to potrzebna chusteczka.
I dialog dzisiejszy:
- Chcesz tabletkę na katar?
- Dziękuję, jestem z Krakowa. :)
P.S.
Podoba mi się - na tyle, na ile ją znam - Warszawa; co więcej, ciekaw jestem tego miasta, nie wiem do końca dlaczego, ale mnie pociąga, chciałbym je kiedyś poznać lepiej.
I dialog dzisiejszy:
- Chcesz tabletkę na katar?
- Dziękuję, jestem z Krakowa. :)
P.S.
Podoba mi się - na tyle, na ile ją znam - Warszawa; co więcej, ciekaw jestem tego miasta, nie wiem do końca dlaczego, ale mnie pociąga, chciałbym je kiedyś poznać lepiej.
sobota, 10 października 2009
Zatrzymać czas
Ostatnio w rozmowie ze znajomymi zauważyliśmy parę truizmów: że wiele rzeczy ucieka, że życie biegnie jak oszalałe i w tym wszystkim samemu ciągle gdzieś się pędzi. No Kolumbami to nie zostaliśmy...
Zastanawiałem się później jak to jest, że przez ostanie lata czy dziesięciolecie tak wszystko szybko ucieka i odniosłem się do czasów dawniejszych, znanych mi jedynie z książek lub opowiadań rodziców czy dziadków, gdy jeszcze żyli. To, co uderzało i powtarzało się wielokrotnie w ich opowieściach to częste spotkania z ludźmi, wieczorne rozmowy, spotykanie się w domach, udział w wiejskich uroczystościach kościelnych czy świeckich.
Zaczęło mi świtać w głowie, że biegnący czas (dawniej też mieli ludzie co robić i było ciężej, bo cała armia wynalazków nie zastępowała wysiłku fizycznego człowieka) ludzie potrafili zatrzymywać.
A zatrzymywali przez bycie ze sobą. Może nie były to wielkie imprezy, ale tylko zwykłe rozmowy, dzielenie się swoimi doświadczeniami, wiadomościami o innych - tzw. plotkami :) To było przecież utrwalanie zdarzeń, emocji, zachowań i twarzy ludzi ze sobą przebywających.
Kto po takim spotkaniu narzekał, że stracił niepotrzebnie wiele czasu?
Dziś też mam wrażenie, że inni ludzie, szczególnie bliscy i znajomi, pozwalają oderwać się od ciągłego załatwiania, biegania i złapać odpowiedni dystans, też do samego siebie. A nie jest to wcale takie bardzo łatwe, przynajmniej dla mnie.
Obecny sposób życia odpycha ludzi od siebie, chce skazać na samotność w jedynym towarzystwie mody, gadżetów i nowinek technicznych. Gubimy więzi międzyludzkie, które pozwalają nam choć trochę być ze sobą bez względu na czas.
Więc być ze sobą, cieszyć się wzajemnie z siebie to najważniejszy, największy i nieoceniony skarb, jaki my - ludzie - mamy.
Znalazłem taki cytat, którym skończę moje quasi-filozoficzne wywody. Być może jest on nieco patetyczny, ale moim zdaniem prawdziwy. Zamiast drugiego słowa można - wg mnie - wstawić jeszcze "przyjaźń", "dobrą znajomość" i nie spowoduje to dewaluacji tej sentencji.
"Tylko miłość potrafi zatrzymać czas."
Jan Jakub Rousseau
P.S.
A tak na koniec jeszcze mi się pomyślało, że ten cytat jest prawdziwy w całej swojej pełni. Zobaczmy nawet na Boga - w rozumieniu chrześcijan. Jest On przecież Miłością, i co ciekawe - czas Go nie dotyczy. Zatem Miłość rzeczywiście może zatrzymać czas :)
poniedziałek, 5 października 2009
Chorągiewka
Osłabiło mnie niezwykle mocne doświadczenie ostatnimi czasy - spotkałem bowiem się z tym, że własne poglądy (istotne), słowa, zachowanie dostosowuje się do środowiska, ludzi, sytuacji, w których się przebywa.
Nie mam ma myśli tutaj radykalizmu w każdym, nawet najmniejszym szczególe, bo nie wiem, czy to jest możliwe.
Ale kwestie fundamentalne tak traktowane - rozbrajają... Po raz pierwszy od dawna czułem bezradność i zupełną niemoc.
Chyba wiem teraz jeszcze bardziej i lepiej rozumiem, co to znaczy ludzka wolność - nie można prawdomówności, stałości przekonań czy zachowań nikomu narzucić. Jednocześnie absurd ale i też granica wolności człowieka: widzieć, jak robi sobie szkodę lub jak błądzi i nie móc tego mu zabronić ani zrobić nic, czego on nie chce, żeby nie ingerować w jego wolną wolę.
To samo musi z człowieka wypływać.
Dojrzałość wewnętrzną nie zawsze zdobywa się z wiekiem, czasem można dorosnąć i twierdzić, że się jest dorosłym, a wewnątrz być nieukształtowanym, bez stałych zasad i przekonań.
Dla mnie (nie uważam się za w pełni ułożonego) taka sytuacja to dramat człowieka.
poniedziałek, 21 września 2009
piątek, 28 sierpnia 2009
(w) koło dziejów
New.jpg)
Niby starożytność dawno się skończyła, a tu jednak nie...
Oprócz niezłych widoków w Tatrach i czasem przedstawienia wręcz, jakie funduje przyroda, można spotkać ślady dawnych kultur.
Moje ostatnie odkrycie to człowiek - mumia. Wyubierany, wypacykowany, niemal zabalsamowany i w dodatku nie mówi.
I chyba do tego ma samopoczucie eksponatu muzealnego, bo robi wrażenie, jakby chciał być podziwiany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


